![]() | |
Przed Po |
Zaczęliśmy najpierw szukać nowych mebli, ale szybko okazało się, że jednak na nowe nas nie stać. Myśl o NOWYM jednak już zakiełkowała i...... nie było odwrotu:)
Wiecie jak to jest, prawda?:):)
Najpierw porozkręcałam wszystkie szafki, wyjęłam szyby i pozbyłam się okleiny. Z duszą na ramieniu, bo nie wiedziałam co zastanę pod spodem:)
Masą szpachlową pozacierałam otwory po poprzednich uchwytach i zaczęłam malować.
I tu zaczęły się schody. Już sama nie wiem, ile warstw musiałam położyć, by wreszcie szarość płyty zniknęła pod farbą. A całe malowanie odbywało się w naszym salonie, życie toczyło się normalnym torem, trzeba było w tym rozgardiaszu jakoś funkcjonować. Brrrrr.... Po kilku dniach wreszcie fronty były gotowe.
Teraz do akcji wkroczył mój mąż. Kupiliśmy nowe drewniane blaty i trzeba było w nich wyciąć miejsce na zlewozmywak, dopasować wszystkie krzywizny i oczywiście zamontować. Kuchnię i salon spowiła mgła heblowanego drewna.....Przetrwaliśmy:)
Potem już tylko kosmetyka:) nowe uchwyty, przecierki, olejowanie blatów itp.:)
I wreszcie mogliśmy zobaczyć efekt końcowy:
Pod blatem wygospodarowałam sobie miejsce na maleńką "spiżarkę":) Wody mineralne, mleko, soki, oraz kuchenka mikrofalowa, znalazły swoje miejsce na półkach za zasłonką:)
Na dziś tyle, bo i tak pewnie zanudziłam Was już tą ilością zdjęć:)
W kolejnym poście, wkrótce, pokażę drugą część kuchni:)
Pozdrawiam:)