Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą renowacja mebli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą renowacja mebli. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lipca 2014

Nowa stara komoda z dodatkiem ceramiki:)

  

12 lat temu zamówiliśmy do naszego przedpokoju szafę wnękową. Do kompletu stolarz zrobił nam jeszcze komodę. Chyba od samego początku coś mi się  w niej nie podobało. Ale ponieważ miała wymiary przystosowane do szerokości przedpokoju, więc właściwie nie było wyboru, tylko trzeba było ją polubić. Od jakiegoś czasu jednak już coraz bardziej mnie drażniła. Szukałam dość długo  wiekowych komód, lecz wszystkie były zbyt głębokie i niestety tarasowałyby przejście. W końcu postanowiłam zabrać się za lifting znielubionego mebla sama. Kupiliśmy listwy, Marcin poprzycinał ( ręczną piłką, więc trwało to wieki, a już lepiej nie wspominać jak podniosłam mojemu mężowi ciśnienie przy tej pracy:):) Było straszno i wcale nie śmieszno. Przetrwałam:):)


 Potem było klejenie, kitowanie dziur po starych zawiasach i nowych śrubach i wreszcie malowanie.
Dużo wcześniej sama zrobiłam gałki z ceramiki i kafle na fronty szafek.



Gałki są ręcznie formowane, więc każda jest inna i niepowtarzalna:) Założyłam, że to będzie stanowić ich urok:):)



Do kompletu w podobnej kolorystyce powstała w bólach okrągła lampa. Lampa to mocno na wyrost powiedziane, bo póki co jest klosz:) Teraz mój Pan Mąż musi dorobić elektrykę i światłość wpuścić do jej wnętrza. A to jeszcze potrwa, oj potrwa.... Więc na razie będzie sobie stała na ozdobę. A może w przyszłości .....zaświeci:):)


 Było tak :
Teraz jest tak:

....i to oczywiście,  w moim przypadku, wcale nie oznacza, że tak już będzie na zawsze:)
                                                                ***
Tymczasem kombinuję co zrobić z szafą wnękową,  by też była z tej samej bajki:)
Na razie stopniowo sączę temat Połowie Mojej, żeby nie zniechęcić a...... zachęcić
do kolejnej zmiany:)
Damy radę:)



  Pozdrawiam  wakacyjnie! Niech Wam się mnożą pomysły  i realizacje!











sobota, 1 czerwca 2013

c.d. kuchennych zmian

 Jeszcze w zimie, wypatrzyłam na allegro nadstawkę sosnowego kredensu, za niewielkie pieniądze. Kupiliśmy, choć nie do końca wiedziałam, gdzie ta nadstawka znajdzie u nas miejsce. Pierwotnie myślałam o łazience, ale jak zobaczyłam ją w realu, okazało się, że jest znacznie większa niż przypuszczałam. Ponieważ był to już czas, gdy kiełkowała we mnie myśl o zmianach w kuchni, szybko znalazłam dla niej miejsce:)
  Wcześniej na tej ścianie wisiały dość niepraktyczne szafki. Wylądowały w piwnicy i teraz służą do przechowywania przetworów. A ich miejsce zajął " kredens":)
Wcześniej, musiałam go "tylko", dokładnie oczyścić, wyszlifować i pomalować:)





                                                Mąż dorobił  półkę na wina:


 Obok nasza mała galeria "chwil szczęśliwych" w ramkach:)


Marcin naprawił zamki, które się nie domykały, wymieniliśmy uchwyty, dodaliśmy reling i ....mamy swoją namiastkę kredensu:



 Wreszcie mogę wyeksponować serwis śniadaniowy, kupiony kiedyś na Targu Staroci w Austrii (za całe 2 euro!:)) 
 Dzięki specjalnemu żłobieniu w półeczce kredensu, talerze nie zsuwają się.
Bardzo lubię ten serwis. Używamy go zwykle do niedzielnych śniadań.


A wieczorową porą,  po włączeniu "świetlnej iluminacji", wygląda to tak:

 Musicie sobie jeszcze wyobrazić przecierki na brzegach mebli, bo niestety zdjęcia tego nie pokazują.
I  to już cała moja STARA NOWA KUCHNIA. Dzięki tym zmianom, chętniej ostatnio spędzam czas "przy garach":):)

Do zobaczenia!:)




czwartek, 30 maja 2013

Stara kuchnia w nowym ubranku...


   Przed                                                                   Po      
  Zaczęło się od tego, że syn mój "środkowy" postawił toster centralnie pod jedną z kuchennych szafek.  Tak powstała "gustowna" falbanka z okleiny, która drażniła mnie z każdym dniem mocniej. Próbowałam to jakoś naprawić, jednak z marnym skutkiem. Najpierw nieśmiało, nabierając na sile zaczęła we mnie kiełkować myśl, że ta falbanka, może być pretekstem do wymiany mebli kuchennych. Odkąd mamy te meble nigdy nie podobał mi się ich kolor. Zamawiając je 11 lat temu, wybierałam okleiny na maleńkich próbnikach. Gdy  przywieźli nam gotowe meble, popłakałam się. Zupełnie nie przypominały tych, które sobie wymarzyłam.  Z czasem przyzwyczaiłam się do nich, ale o polubieniu mowy nie było. A już najbardziej w tej kuchni nie znosiłam blatów.
Zaczęliśmy najpierw szukać nowych mebli, ale szybko okazało się, że jednak na nowe nas nie stać.  Myśl o NOWYM jednak już zakiełkowała i...... nie było odwrotu:)
 Wiecie jak to jest, prawda?:):)
Najpierw porozkręcałam wszystkie szafki, wyjęłam szyby  i pozbyłam się okleiny. Z duszą na ramieniu, bo nie wiedziałam co zastanę pod spodem:)


 Masą szpachlową pozacierałam otwory po poprzednich uchwytach i zaczęłam malować.




 I tu zaczęły się schody. Już sama nie wiem,  ile warstw musiałam położyć, by wreszcie szarość płyty zniknęła pod farbą. A całe malowanie odbywało się w naszym salonie, życie toczyło się normalnym torem, trzeba było w tym rozgardiaszu jakoś funkcjonować. Brrrrr.... Po kilku dniach wreszcie fronty były gotowe.
Teraz do akcji wkroczył mój mąż. Kupiliśmy nowe drewniane blaty i trzeba było w nich wyciąć miejsce na zlewozmywak, dopasować wszystkie krzywizny i oczywiście zamontować. Kuchnię i salon spowiła mgła heblowanego drewna.....Przetrwaliśmy:)
Potem już tylko kosmetyka:) nowe uchwyty, przecierki, olejowanie blatów itp.:)

 I wreszcie mogliśmy zobaczyć efekt końcowy:


 Pod blatem wygospodarowałam sobie miejsce na maleńką "spiżarkę":) Wody mineralne, mleko, soki, oraz kuchenka mikrofalowa, znalazły swoje miejsce na półkach za zasłonką:)




 
  Na dziś tyle, bo i tak pewnie zanudziłam Was już tą ilością zdjęć:)
 W kolejnym poście, wkrótce, pokażę drugą część kuchni:)
Pozdrawiam:)




poniedziałek, 3 września 2012

Przerabiania ciag dalszy....


 Korzystając z super pogody mój amok malowania ani trochę nie słabnie. Skończyłam dwie ramy, z czego jedną zostawię do pokazania, gdy już wreszcie za sprawą mojego męża zawiśnie na wybranym miejscu. Druga na szczęście już wisi, więc mogłam ją obfotografować:) .
Od kilku tygodni, z dużymi przerwami, zmagałam się z odnowieniem szafy do pokoju Mai. Najpierw trzeba było zorganizować transport w miejsce, gdzie tą szafą będę mogła się zając. Jak już tam trafiła, zobaczyłam wszystkie mankamenty w całej okazałości. Mało tego, nawet poczułam ich zapach .....nie było to nic przyjemnego:)



W związku z tym mój pierwotny zapał mocno podupadł. Jeszcze przy okazji okazało się,ze plecy szafy pełne są dziurek po kornikach.
Trochę czasu  zbierałam się w sobie : najpierw podjęłam walkę z kornikami wstrzykując odpowiednią truciznę w każdą dziureczkę. Później było gruntowne czyszczenie po minionych dziesięcioleciach no i wreszcie papier ścierny poszedł w ruch. Dosłownie każdy centymetr został zdarty z warstwy brudu, farb i wszystkich innych różności. Z pomocą taty i męża nogi szafy dostały nowe życie, pojawiła się wewnątrz dodatkowa półka i  nowy drążek na ubrania. Potem już tylko pozostało szafę pomalować.


 Na koniec porcelanowe gałeczki, dekoracje na drzwiczki, trochę przetarć i jest!:)





  Ponad 100-letnia szafa zamieszkałą w pokoju Mai. Udało się zachować kryształowe lustro, z czego bardzo się cieszę. Pomalutku kompletuję umeblowanie pokoju Mai. Od dłuższego czasu szukam jeszcze jakiegoś sekretarzyka do renowacji. jak dotąd nie trafiłam na taki  jaki sobie wymarzyłam. Mam nadzieję, że kiedyś namierzę:)
 Maja zadowolona z tej "białej staruszeczki", zwłaszcza, że koleżankom też  się podoba:)


Rama okienna, taka rodem z PRL-u dostała jeszcze kilka dodatkowych lat. Najpierw mąż z trudem obdrapał ją z kilku warstw olejnej farby, po czym ja ją pomalowałam, stosując przecierki z kilku kolorów.


Gałka po długich poszukiwaniach, powstała z zakrętki moich perfum:). Nadawała się idealnie:)
I tak mamy lustro w jadalni:):

 A przy okazji prezentuje się waza z wrzosami, którą nabyłam na starociach za 7zł!... i świecznik  wykonany z  wszystkiego, co nazbieraliśmy nad naszym Bałtykiem:). Oczywiście, oprócz świec:):)
A tak wygląda wieczorową porą:


A jak zaczynam zapalać wieczorami świece, to znak, że..." jesień idzie...nie ma rady na to!:)"