Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Zanikanie...



Przetrzymałam trochę bukiet, który dostałam od M. z okazji Dnia Kobiet. Nie z wszystkimi kwiatami się to udaje. Ale większość z czasem całkowicie się zmienia. Subtelnieją, stają się takie eteryczne i niemal transparentne. Zawsze z przyjemnością obserwuję ten proces. I czasami zatrzymuję w kadrze aparatu.








 ***

niedziela, 2 listopada 2014

Malowane sukienki.....dawno nie było:) i coś słodkego "na ząb"



Dawno już nie malowałam na sukienkach. Ale jak zaczęłam, to znowu mnie wciągnęło:):). Zamiast jednej machnęłam dwie i jeszcze dwie czekają w kolejce:)

Z tym malowaniem, trochę jak z akwarelą. Efekt końcowy jest dość przypadkowy, zależy od wielu czynników. Czasami kończę i jest dobrze, a czasami.....nie:):)



 Obfociłam na balkonie, bo jeszcze tylko tu wystarczająca ilość światła. A i tak  chyba,  w rzeczywistości,  sukienki wyglądają lepiej:)
Ta roślinka pojawia się dość często w moich pracach. W fotografii, glinie akwareli.... Lubię bardzo ten motyw i jakoś mi się nie nudzi:) Dlatego ta sukienka jest dla mnie:)
Pn mąż zobaczył i skwitował;
Znowu to ziele?
No i to by było na tyle.


Między jedną,  a drugą sukienką w tzw. międzyczasie upiekłam "malinową chmurkę":)
To tak, by  całkiem nie odlecieć:).

Ot, jesienny wieczór... nie do końca zmarnowany:)

A przepis na ciasto dość prosty, kto jeszcze nie zna, proszę się częstować:

ciasto kruche:

4 żółtka
20g. cukru pudru
pół żyłeczki proszku do pieczenia
150g masła lub margaryny
200g mąki tortowej

Ciasto zagnieść i włożyć na godzinę do lodówki.
Wyłożyć na blachę , ponownie schłodzić 30min, nakłuć widelcem i upiec do zrumienienia( ok.15min 180 stopni termoobieg.

Pół kilograma malin 
3 malinowe galaretki rozpuszczone w 3 szklankach gorącej wody.

Tężejącą galaretkę wymieszaną z malinami wyłożyć na przestudzone ciasto. Włożyć do lodówki.

500ml śmietany kremówki ubić z 4 łyżkami cukru.
Rozpuścić 1 łyżeczkę żylatyny w bardzo małej ilości gorącej wody. Po przestudzeniu dodać do ubitej śmietany. Wyłożyć na galaretkę.


Beza z płatkami migdałów


5 białek ubić z 200 g cukru pudru.
dodać 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej.
wyłożyć na pergamin Posypać obficie płatkami migdałów. Piec w temp. 140 stopni termoobieg ok. 45 min.
wystudzić wyłożyć na bitą śmietanę.

Uf !

GOTOWE!!!!

Smacznego:)


***








środa, 1 października 2014

Czas wyjazdów....



  


W niedzielę odwieźliśmy naszego najstarszego syna do Krakowa na studia. Dla niego rozpoczyna się nowy, pewnie piękny etap w życiu. I oczywiście z całego serca  mu w tym kibicujemy, ale jednocześnie jest to dla nas, rodziców,  trudny czas. Może gdyby dzieci wyjeżdżały na studia wiosną, gdy świeci słońce, kwitną kwiaty i jakoś tak weselej człowiekowi na duszy...byłoby lżej.
A tak za oknem szaro i mgliście, a w głowie i duszy smutno, łzawo i melancholijnie...

Tak się składa, że mam sporo koleżanek  i znajomych, którzy podobnie jak my,  w tym roku,  "odprawiali" swoje dorosłe dzieci na studia. I widzę, że wszyscy mamy z tym spory problem. Odcięcie pępowiny u noworodka, mimo że symboliczne, to jednak nie boli.
Towarzyszy temu euforia i stan absolutnej szczęśliwości. To raczej zaproszenie do wspólnego życia w rodzinie. Odcięcie tej niewidzialnej pępowiny, która przez kilkanaście lat wspólnego życia stawała się coraz mocniejsza boli niemal fizycznie.

Wiem, że i naszemu synowi i nam potrzebny jest dystans. On wreszcie musi stać się mężczyzną, a my musimy pozwolić mu żyć na własny rachunek.
To wszystko tak bardzo oczywiste, a lżej ani trochę...



Od wielu lat bardzo bliskie są mi teksty "Proroka". Khalil Gibran, libański poeta i malarz napisał słowa, które nie tracą na aktualności:

Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi,
Są synami i córkami Życia, które pragnie istnieć.
 

Rodzą się dzięki wam, lecz nie z was,
I chociaż z wami przebywają, nie należą do was.

Możecie obdarzyć je waszą miłością, lecz nie waszymi myślami.
Albowiem mają swoje własne myśli.
 

Możecie dać schronienie ciałom ich, ale nie duszom.
Albowiem ich dusze zamieszkują dom jutra, do którego nie możecie wstąpić nawet w snach.
Możecie usiłować upodobnić się do nich, lecz nie starajcie się, aby one stały się do was podobne.
Albowiem miłość nie cofa się wstecz ani nie ociąga się, by pozostać w dniu wczorajszym.
Jesteście łukami, z których wystrzelono wasze dzieci jak żywe strzały.
Łucznik dostrzega cel na drodze do nieskończoności i napina was Swą mocą, aby Jego strzały pomknęły szybko i daleko.
Niech napięcie dłonią Łucznika napełni was radością;
Albowiem Ten, który kocha lecącą strzałę, nie mniej miłuje nieruchomość łuku.



Cała prawda.... 

Pozdrawiam dziś zwłaszcza wszystkich, którzy jak my zostali z łukiem w ręku i niedowierzaniem, że to już....
A naszym dzieciom niech zapisują się kartki ich dorosłego życia i niech to będą wyłącznie szczęśliwe teksty:)

 ...i specjalnie dla Janka



***



wtorek, 29 lipca 2014

Konsekwencja, to nie jest moje ulubione słowo:):)



Postanowiłam, że będę malowała akwarele częściej niż dotąd:). Czuję, że gdy się  "rozmaluję",  pędzel jest bardziej posłuszny i "lżejszy". Jeszcze nie wiem jak , ale postanowiłam się zmobilizować. Mam nadzieję, że jak zdeklaruję się na blogu,  będzie mi (z moim nieszczęsnym poczuciem obowiązku) łatwiej wytrwać:).


Tymczasem za oknem burza, idealny czas na malowanie, a ja siedzę w fotelu z książką i .....no właśnie:):)
Ale tyle książek jeszcze czeka.
Mój mąż zakupił sobie parę lat temu czytnik. Nie było to nić nadzwyczajnego, bo gadżeciarzem jest niereformowalnym. Wychwalał  zalety ustrojstwa,  ale jakoś długo nie mogłam się do niego
(czytnika, znaczy się:)) przekonać. Bo to nie pachnie, jak tylko nowa książka pachnieć potrafi, nie ma okładki, która czasem zachwyca bardziej niż zawartość:), nie czuję czy to opasły tom, zapowiedź dłuższej przygody, czy krótka "jednodniówka". Słowem jakieś takie zimne i pozbawione "duszy":).
 I tak trwałam w tym uporze do czasu pierwszego urlopu z czytnikiem:)




Wreszcie przestałam się bać, że może mi zabraknąć "czytania". Ten niepokój dotykał mnie najmocniej za granicą, gdy nie było możliwości dokupienia jakiegoś czytadła. Teraz wreszcie poczułam sytość:).
Przed wyjazdem zakupiliśmy kilka ebooków, kilka miałam już w "biblioteczce". Bagaż zmniejszył się o kilka kilogramów:). Właściwie wszyscy, poza Mają,  mamy już swoje własne czytniki z własnym księgozbiorem. Chłopcy w tej formie czytają wszystkie lektury, książki obcojęzyczne i te których nie sposób "złapać" w bibliotece.
Oczywiście, ja czasem robię sobie przyjemność w postaci świeżutkiej prosto z księgarni , papierowej książki, ale są to takie pozycje, które chcę mieć na półce, bo do nich wracam.
 I tak niepostrzeżenie, ja wielki przeciwnik elektronicznych książek  zaczynam je ... lubić:).
Aż strach pomyśleć co jeszcze mogę polubić??:):):)


                                                                             ***
Pozdrawiam  konsekwentnie:):)

środa, 23 lipca 2014

Lato....czas akwareli:)

Jak zwykle o tej porze, rozkładam akwarele....
Urlop sprzyja wyciszeniu, a otaczająca przyroda inspiruje.
Jesteśmy drugi raz w tym samym miejscu, ale podobnie jak w ubiegłym roku cudownie się tu wypoczywa. Troszeczkę dokuczają upały ( nie myślałam, że napiszę tak kiedyś w kontekście urlopu w Polsce:)), ale dajemy radę:) Niezwykłe okoliczności przyrody, fajne Towarzystwo:) , pyszne jedzonko, słowem: CHWILO TRWAJ!:)

Lubię takie niespieszne urlopy! Nic nie muszę, za to wszystko mogę!!
Czas przelewa się leniwie odmierzany kolejną przeczytaną książką lub pieszym wędrowaniem wokół jeziora. Codzienny POŚPIECH, który w realu doprowadza do palpitacji serca, tutaj jest pojęciem abstrakcyjnym:)

Dwie akwarelki w fioletowej tonacji:
Groszek, który lubię za jego eteryczność, lekkość i podobieństwo do motyli....

Anemony, równie delikatne i subtelne.



Mam nadzieję,że choć odrobinkę udało mi się oddać charakter tych kwiatów:)
Podrawiam i życzę Wszystkim  urlopu równie cudownego jak mój:):)


***

piątek, 18 lipca 2014

Piękno ma wiele twarzy:)

 Róża, potraktowana czasem, wodą i ......wciąż czaruje

 Peonia o płatkach jak z marszczonej bibuły. Lubię peonie w fazie rozkwitu bardzo, ale ta zachwyca fakturą i kolorem nieoczywistym, jakby unosiła się w powietrzu, prawda?

 Pączek peonii, który nie posmakowała życia  " w pełni".
 Te usta, to przypadek:) Dwa płatki mojego powojnika na balkonie, potraktowane czyimś butem ułożyły się w tak fantazyjne usta:)
 A tu trochę zwyczajności dla kontrastu:



Kwiaty są trochę jak ludzie....


 


czwartek, 19 czerwca 2014

Czapla.... zimową porą:):)



Za oknem pogoda przecudnej urody, słońce świeci w pełnej krasie, opieram wzrok na krwistoczerwonej pelargonii na moim balkonie i piszę post osadzony w zimowej aurze:) Chcę Wam dziś pokazać obraz, przedstawiający czaplę w zimowym  entourage'u. Obraz powstał na wystawę zatytułowaną "Bestiarium" ( bestia - zwierzę), już jakiś czas temu, ale jakoś nie było okazji, by go porządnie sfotografować. Na tej samej wystawie był jeszcze inny mój obraz " Nieważkość". Ten pokazywałam tutaj. Inspiracją do tego obrazu, była cudowna fotografia, którą zobaczyłam na wystawie "Dzika przyroda". Śnieg, to nie jest to, co czaple lubią najbardziej. Ta na zdjęciu, z jakiegoś powodu,  nie odleciała i musiała wbrew jej naturze"przezimować". Fotografia miała  w sobie coś nierealnego, a jednocześnie niepokojącego i smutnego. Chciałam na płótnie oddać właśnie ten klimat. Zachwyciły mnie też oczy tego pięknego ptaka. Takie trochę "akwarelowe" z piękną linią jak w perfekcyjnym makijażu.


Cóż zatem,  pooglądajcie sobie trochę.... zimy latem:)




A żeby nie zmroziło Was za nadto, dla "rozgrzewki", maki, które sfotografowałam w Niemczech:






Jest w nich ogień, prawda?:)

Pozdrawiam ciepło i życzę cudnego długiego weekendu. Choć dla mnie nie taki znów długi, bo jutro pracuję, niestety:(



czwartek, 24 października 2013

Faktura i kolory....


 Dzisiaj będzie trochę ceramiki i nieco kolorów jakby żywcem zaczerpniętych z tego co za oknem:)
Niedawno, po prawie trzymiesięcznej przerwie,  rozpoczął się dla mnie "sezon ceramiki". Bardzo już mi gliny brakowało. To taki czas dla mnie  w zabieganym tygodniu na  "odcięcie", wyłączenie,  reset. A także szkoła cierpliwości i pokory, co   lubiącej  "szybki efekt", jest niemałym wyzwaniem:)
Te dwie prace powstały jeszcze przed wakacjami. Ale czekały na wypalenie, więc zobaczyłam je dopiero teraz.
Dość duża patera na nóżkach, których na zdjęciu nie widać:

 I mniejsze naczynko, jeszcze nie wiem na co:)


Natura ujarzmiona. Ślad, odbity jak w skamielinie,  zatrzymuje coś tak kruchego  i nietrwałego, jak liść. Na tej paterze zachwyca mnie sieć żyłek o skomplikowanym i niepowtarzalnym rysunku. Zależało mi,  by szkliwo nie przyćmiło tego efektu, dlatego położyłam go bardzo oszczędnie. Chciałam żeby błękity przenikały w zielenie. W jakimś małym stopniu ( jak to ze szkliwem bywa)  się to udało:)
 Podobnie w przypadku tego naczynia, właściwie tylko muśniętego szkliwem.
A to "coś":) ,  co się niestety nie udało, ale ten fragment pewnie jeszcze do czegoś wykorzystam:)


Z pracowni przyniosłam też ostatnio trochę zapomniany, przedwakacyjny obraz. Ale może dobrze, że swoje odleżał, bo spojrzałam na niego świeżym okiem. To płótno na pograniczu abstrakcji. Inspiracją było zdjęcie  kwiatu lilii w przekroju. Jak dobrze się przypatrzycie to pewnie uda się Wam go zobaczyć. Jeśli nie, to spróbujcie znaleźć w nim coś dla siebie. Fragment bądź całość. Ciekawa jestem co zobaczycie:)





Pozdrawiam kolorowo:)