Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lutego 2017

Bez tytułu:):)



Na chwilę dzisiaj Przez grubą warstwę smogu, przebiło się słońce i pomyślałam, że to już przedsmak wiosny. Naiwna!:)  Wieczorem z telewizora popłynęła mrożąca krew w żyłach informacja, że nadciąga zimny front i temperatura spadnie do minus dwudziestu. Udałam ,że nie słyszę.
Tęsknię za kolorem. Dlatego dziś u mnie na blogu kolor i duużo błękitu:):)
Ale zanim zarzucę Was zdjęciami:):), króciutka recenzja:)
Byłam  w tym tygodniu na dwóch różnych, ale równie wartych obejrzenia, filmach.
"Powidoki" A. Wajdy, o których czytałam takie sobie recenzje jeszcze zanim film pojawił się w kinach. Sprawdziłam. Film, moim zdaniem, ze wszech miar godny polecenia. Poruszający, przygnębiający, smutny, ale trzeba go zobaczyć. Warto może wcześniej trochę sobie poczytać o Strzemińskim artyście, ale także o człowieku, jego skomplikowanej, delikatnie mówiąc relacji z Katarzyną Kobro, i tym wszystkim, co sprawiło, że u kresu swojego życia dokonał takich, a nie innych wyborów.  Linda w roli Strzemińskiego cudowny! Rola jego życia, chociaż pamiętam, że równie silne wrażenie zrobił na mnie dawno temu w "Matce Królów". Zresztą zawsze robi na mnie wrażenie:)
Drugi film, To "Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej". Opowieść o  silnej, bezkompromisowej kobiecie, opowiedziana z czułością , poczuciem humoru i niezwykłą dbałością o szczegół. Cudnie oddana atmosfera tamtych czasów. Te fryzury, ciuchy wnętrza!:):)
Polecam gorąco!:).
Jak nadejdą mrozy biegnijcie do kina!:):)
Dzisiaj znowu ceramika, ale obiecuję niebawem nowy obraz:) Już namalowany, tylko muszę go obfocić:)







Uf! Wszystko:):)

Pozdrawiam i życzę błękitnego nieba!:)


***

niedziela, 6 grudnia 2015

A takie tam...

  

 Miniony tydzień, to kilka ważnych dla mnie rozmów. Takich o życiu , jego początku i przemijaniu, nie zawsze pięknie.
 Zajmuję się (czasami) doradztwem laktacyjnym i mam niewątpliwą przyjemność obserwować mamy w trakcie karmienia piersią. Zawsze ma to dla mnie jakiś mistyczny wymiar. Nowe życie, które walczy o swoje. Jednocześnie błogi wyraz twarzy dziecka i matki połączonych jakąś niewidoczną nicią wzajemnego oddania. Często  widzę też ból i łzy mam, które mimo cierpienia robią wszystko by karmić. Siła Nowego Życia, które jest absolutnie najważniejsze.

I  samotność ludzi starych. Też z racji zawodu, słyszę opowieści matek, których dzieci wyjechały po lepsze za granicę. Powszechne u nas ostatnio zjawisko. Młodzi wyjeżdżają, rodzice najczęściej zostają. Póki mogą jeżdżą pilnować dzieci, pomagają urządzić się w tym Nowym świecie i...wracają. Zaczynają się choroby, niedołężność. Dobre rady płyną przez słuchawki telefonów, ale z problemem tu na miejscu muszą się zmierzyć sami. Nie ma kto zawieść do lekarza, kupić recepty, nie mówiąc już o zrobieniu obiadu. Gubią się w tym "szybkim świecie".  Mam przed sobą taką płaczącą starą kobietę, i widzę jednocześnie tą z dzieckiem przy piersi.
Przemijanie bez znieczulenia.

Tydzień temu obejrzałam niezwykły film "Sól Ziemi" Wima Wendersa. Piękna opowieść o niezwykłym człowieku: Sebastiano Salgado, który większość swojego życia spędził podróżując po świecie i fotografując ludzi często w dramatycznych dla nich momentach. Fantastyczne zdjęcia, które wzruszają, paraliżują dramatyzmem, przerażają i zachwycają, zapierając dech w piersiach. Przede wszystkim  to film o CZŁOWIEKU w bardzo szerokim znaczeniu:mieszkającym na różnych szerokościach geograficznych, ukształtowany przez naturę i warunki geopolityczne, ale także o człowieku opętanym nienawiścią, rządzą władzy, chęcią dominacji...
 W kontrze: świat zwierząt i przyroda, które są balsamem na poharataną okrucieństwem ludzkich czynów duszę. Małość i Wielkość człowieka.
To tyle moich refleksji w tym czasie przedświątecznego szaleństwa pozbawionego często czasu na myślenie.
Oby nas ten wirus nie dotknął, a Czas Oczekiwania na święta,  był mądrze wykorzystany:). Sobie i Wam z całego serca tego życzę:)
Ilustracją do tego postu są moje zdjęcia. Usuwałam jesienią kwiaty z donic i zachwycił mnie ten  niewidoczny dla oczu świat "podziemny":)

***


czwartek, 28 maja 2015

Maski

                                                                                                                                                                                

Sporo rzeczy powstało ostatnio, ale właściwie cały maj u nas szaro-bury i nie sposób zrobić zdjęcia.
Dzisiaj na moment słońce wyszło zza chmur, to obfociłam co się dało, ale i tak szału nie ma:)
Chciałabym dziś pokazać Wam dwie maski, które powstały jako komplet. Mam na nie pewien pomysł, ale jeszcze muszę coś "dorobić":) Do ostatecznej wersji jeszcze trochę, a tak wyglądają póki co:) :



  Ten rok jest dość obfity dla mnie w wydarzenia tzw. "towarzyszące":).
 W kwietniu: spotkanie w Warszawie na gali "Kobiet z Pasją 2014", później II miejsce  w XXI Konkursie  Malarstwa Nieprofesjonalnego im.Ignacego Bieńka,  w maju wernisaż akwareli , a w czerwcu  wernisaż malarstwa olejnego :)  Dzieje się, co? Może dlatego ostatnio trochę mniej mam czasu, by tu zaglądać.
Ale obiecuję, że gdy emocje po tych wszystkich wydarzeniach opadną... wrócę:).
Cały czas coś tam dłubię, więc nie jest tak, że tylko imprezuję:):)


 A jak tylko mogę ... słucham nowej płyty Stanisławy Celińskiej" Atramentowa":)
 Zrobiło się już dosyć głośno o tej płycie, dlatego nie będę się rozpisywać, ale bardzo gorąco Wam ją polecam. Piękna muzyka, cudowne teksty i niezwykły klimat, który przenosi mnie w jakiś inny  nierzeczywisty wymiar. Najlepiej słucha się jej w samochodzie, gdy nikt nie przeszkadza. Potem tylko nie chce się z niego wychodzić:):)
S. Celińska na tej płycie wyciszona, liryczna i mądra. Zjawiskowa płyta!

 Druga maska w tej samej tonacji kolorystycznej.Chciałam by kolor był oszczędny, za to dość zróżnicowana faktura:






Pozdrawiam serdecznie i życzę nam wreszcie słońca w pełnej krasie, bo ta namiastka,  kompletnie mnie nie satysfakcjonuje. A to już przecież koniec maja:(
Trzymajcie się ciepło!!:)

***


niedziela, 1 lutego 2015

Słówko o Oldze Boznańskiej i moje błękitem malowanie:)


Rzutem na taśmę udało mi się wczoraj zobaczyć wystawę malarstwa Olgi Boznańskiej
w Krakowie w Muzeum Narodowym.
Bardzo lubię obrazy Boznańskiej i koniecznie chciałam tą wystawę zobaczyć, ale wiecznie coś stawało na przeszkodzie. Do Krakowa mam "kawałek" i nie tak prosto było znaleźć czas by tam pojechać.Połączyliśmy przyjemne z pożytecznym:) Odwiedziliśmy z wiertarką, syna-studenta , by zamontować mu kilka rzeczy w pokoju, spędziliśmy z Nim miło przedpołudnie, a potem do galerii!
 Obrazy można oglądać jeszcze tylko do jutra,  więc zdążyłam w ostatniej chwili:)
Piękna retrospektywna wystawa, pokazująca wiele znanych, ale też i te mniej znane obrazy artystki. Do obejrzenia ponad 170 obrazów! Są malowane przez nią kwiaty, pejzaże, martwe natury, sceny z pracowni, no i oczywiście portrety. Te ostatnie zachwycają mnie niezmiennie. Nietuzinkowa osoba i piękne malarstwo...Na wystawie można też zobaczyć sprzęt, którym posługiwała się artystka, drobiazgi z jej pracowni, piękne sztalugi. 
Szkoda tylko, że trafiliśmy na tłumy oglądających, co nie sprzyjało kontemplacji :)
Ale i tak wyszłam jak po 4 espresso:) i... wciąż mam przed oczami szczególnie zachwycające ślady pędzla na płótnie.
A ja dziś chciałam Wam pokazać co ostatnio malarsko, w mojej duszy gra:

"SZEPTEM"  Olej na płótnie 50x70cm

 Kilka fragmentów:






Świat wciąż biały, a mnie, jak widać, marzą się już błękity:)

Pozdrawiam serdecznie, z błękitem w tle!:)
 





niedziela, 9 marca 2014

Z poezją w wiosnę...




 Oj,  wiosna chyba idzie, bo nie chce mi się chcieć...:)
Ale też sporo się dzieje i, jak to w życiu, czasem trzeba wybierać.
Ostatnio udało mi się być na kilku fajnych koncertach. W zeszłym tygodniu, w ramach comiesięcznych "Spotkań  z Piosenką Niebanalną" w naszym mieście,  byliśmy z Marcinem na koncercie zespołu "Bez Jacka". Oboje pamiętamy tę grupę jeszcze z lat 90-tych i trochę bałam się tego spotkania po latach. Ale koncert był naprawdę piękny. Leśmian, Herbert, Tuwim, Pawlikowska - Jasnorzewska... Teksty tych poetów śpiewali najczęściej. Z " naciskiem " na Leśmiana:). Do tego świetna oprawa muzyczna. Na szczęście,  tak im zostało:).
 Rzadko słucha się ostatnio poezji. Świat oferuje nam szybki przekaz, najlepiej w formie skrótów, bo szkoda cennego czasu na  rozwinięcie zdania.  A poezji nie usłyszy się w biegu. Cudny koncert, który zostanie we mnie na długo...


W miniony piątek zafundowałam sobie c. d. spotkań z poezją:).  Tym razem był to monodram wwykonaniu krakowskiego aktora Janusza Zbiegiela,  zatytułowany " Brel raz jeszcze".
Piosenki J. Brela przeplatane były fragmentami Jego listów do żony. Nie znam  niestety francuskiego, ale na szczęście piosenki Brela wiele razy słyszałam w  polskich tłumaczeniach, więc tekst mogłam sobie "dośpiewać":) Zwłaszcza, że słuchaliśmy  tych najpopularniejszych: Amsterdam, Piosenka starych kochanków, Nie opuszczaj mnie itd. W wersji oryginalnej  zabrzmiały perfekcyjnie. Miało się wrażenie jakby sam Brel stał na scenie.


A wczoraj spędziliśmy z Marcinem świetny czas na koncercie Anity Lipnickiej i Johna Portera. Śpiewali piosenki z ich dwóch wspólnych płyt. Mam obie, i znam je prawie na pamięć, ale kontakt
" na żywo" jest bezcenny. Głosy Lipnickiej i Portera są absolutnie stworzone dla siebie. I działają na mnie jak balsam na duszę:)
A do tego genialne solówki  Portera na gitarze! Mniam...
Lubię ich osobno: pamiętam świetne występy Portera z Zębatym, a ostatnia solowa płyta Anity Lipnickiej " Vena Amoris" jest zjawiskowa, ale w duecie brzmią dla mnie najlepiej:)
Malując lubię słuchać muzyki, ale to nie może być nic przypadkowego:) Gdy maluję akwarele w tle sączy się najczęściej muzyka z płyt  Sophie Zelmani i właśnie Lipnickiej i Portera:)
Cieszę się, bo na scenie padła deklaracja, że jeszcze zrobią coś razem.
Ilustracją dzisiejszego postu jest mój obraz, który namalowałam jakiś czas temu, ale jakoś nie było czasu pokazać:)  Może czekał właśnie na ten moment? On też jest dość mocno osadzony w poetyckich klimatach:) Takie w każdym razie było moje założenie, gdy go malowałam.
" Krok w nieskończoność" olej na płótnie  70cm  x 70 cm

Pozdrawiam ciepło!



niedziela, 23 lutego 2014

Anioły i książka, którą trzeba przeczytać:)

   Od dłuższego czasu  nie  trafiłam na książkę, która by tak mnie poruszyła, towarzyszyła myślom i sprawiła, że wszystko wokół stało się na jakiś czas mniej ważne.
"Powtórnie narodzony"   Margaret Mazzantini, to książka o miłości, ale nie ckliwy romans, opowieść o ludzkich wyborach, o dobroci, o nienawiści, jaką niesie z sobą wojna, o poszukiwaniu swojego ja w życiu. O tym wszystkim,  co pisze ludzkie życie...
Nic w tej książce nie jest oczywiste. Wydaje się, że już wiemy, gdy nagle następuje zwrot akcji, który zmienia wszystko. Właściwie do ostatnich stron trudno domyślić się zakończenia tej historii. Mądra książka, w której jest  miejsce na szaleństwo uczuć, radość z bycia razem, ale też ból, próby jego oswajania, gorycz, utracone nadzieje. Trafia w najgłębsze pokłady duszy.
Czyta się jednym tchem, przez śmiech i przez łzy... 
Dopełnieniem tej histori, a właściwie  puentą,  jest intrygująca okładka  książki.

Na jej podstawie  powstał również film z Penelope  Cruz w roli głównej. Z pewnością zobaczę, ale mimo wszystko na pierwszy rzut gorąco polecam książkę.
A na dodatek do recenzji,  anioły dwa:
Duży, ok. 50cm anioł  Irenka  






....i drugi, mniejszy  Wanda:)







Pozdrawiam i życzę cudownych chwil z książką!



                                   
Opowiada

czwartek, 30 stycznia 2014

Nieważkość

 
  Jakiś czas temu udało mi się wreszcie zobaczyć film Jana Jakuba Kolskiego " Afonia i pszczoły".
Cudowny film, o miłości w różnych konfiguracjach, o wrażliwości na piękno, o poezji w życiu.
Obejrzałam go dwa razy . Dał mi takiego kopa jak podwójne espresso:). Trudno było zasnąć.
Niektóre kadry z tego filmu można by śmiało przenieść na płótno.
Grażyna Błęcka-Kolska w roli Afonii świetna. Kobieta z duszą dziecka :jego wrażliwością i naiwnością. Z ciekawością świata, trwająca w zachwycie nad nim.
 Lubię świat filmów Kolskiego. Świat, który jest trochę jakby obok. Z bajkowym niebem, polem bezkresnym, z morzem żółtego rzepaku, w którym toną główni bohaterowie.
"Życie może stać się piękne nie wiadomo kiedy..."
Polecam:)


Nowy obraz, który chciałabym Wam dziś  pokazać, zatytułowany jest "Nieważkość".
Chciałam by był zanurzony w powietrzu. Taki trochę z granicy jawy i snu...
Trudno się go fotografowało, nie do końca udało mi się pokazać te szczegóły, z których jestem zadowolona. To wina światła, a właściwie jego braku i formatu, dość nietypowego: 60cm x 100cm









"Nieważkość" Olej na płótnie 60cmx100cm


 ..................................................................................................................................................................

 P.s

Rozwiązanie zagadki z poprzedniego posta okazało się dla Was bardzo proste:)
Oczywiście, zdjęcie przedstawia koper w słoju z ogórkami kiszonymi (mojej własnej roboty:)) Proza życia:)
Ale same powiedzcie,  czy nie jest piękny?:):)



:):):) Pozdrawiam ciepło . Za oknem wreszcie biało ( nie wierzę, że to napisałam..... zwłaszcza to:  "wreszcie":))