Właściwie wczoraj udało się nam większość przedświątecznych przygotowań zakończyć. Dekoracje cieszą oko, prezenty opakowane, czekają na swoją chwilę:)
Zostały jeszcze kulinaria, ale na to jeszcze przyjdzie czas:). Dziś odpoczywamy:) Popijamy sobie własnoręcznie zrobiony grzaniec: pachnie cynamonem, pomarańczą i kardamonem, świecą się lampki na choince i świece, a my napawamy się efektami wczorajszej pracy:). Nasz student dziś wrócił na święta, więc jesteśmy wreszcie w pełnym składzie. Gadamy, wygłupiamy się, śmiejemy. Dobrze jest:)
W tym roku nasza choinka w koronkach :)
Udało mi się na kiermaszu przedświątecznym kupić piękne frywolitki. Trochę serwetek miałam już z poprzednich lat.
Dołożyłam jeszcze ceramiczne ozdoby własnoręcznie zrobione, też z motywem koronki. Szkliwione białym szkliwem i białą angobą. Niestety, w wieczornym świetle nie widać tego na zdjęciach. Ale od czego wyobraźnia?:) Musicie mi uwierzyć, że są białe,a nie żółte, jak na zdjęciu:)
A poza ceramicznymi ozdobami na choinkę zrobiłam też takie duże serducho-zawieszkę, jako dodatek prezentowy:
No i pojawiły się w tym roku na naszym drzewku, szklane bombki z piórkiem.
Marzyły mi się takie już od dawna, ale cena była zaporowa. W pewnej znanej sieciówce jedna taka bombka kosztowała prawie 10 zł. Udało mi się kupić szklane bombki po 2 zł. Piórka włożyłam sobie sama i mam:) Są piękne!:) Takie eteryczne i leciutkie. I... całkiem niedrogie:)
W kuchni zawisł w ekspresowym tempie upleciony wianek. Czegoś mi w tym miejscu brakowało, więc wypełniłam przestrzeń:)
i... "słoikowa" lampa. Daje ciepłe, nastrojowe światło:
Zapaliliśmy dziś ostatnią adwentową świecę. Czas płynie...
Niech płynie Wam w dobrej atmosferze, pozbawionej gonitwy , napięcia i stresu. By poza tymi wszystkimi przyjemnościami , które sprawiamy sobie i bliskim, nie zapomnieć o Tym, który jest istotą tych świąt. I poczuć prawdziwie Jego obecność. Tylko tyle, czy aż tyle...
***