Obserwatorzy

niedziela, 16 marca 2014

Nadal w tonacji stalowo - szarej...tym razem jednak ceramicznie:)



Szkoda mówić, co za oknem. Ale ma to jednak swoje dobre strony. Można się zaszyć w fotelu bezkarnie  z książką i laptopem. Mąż wreszcie zabrał się za rozliczanie PIT-ów, więc cisza wskazana. Wczorajszy dzień spędziłam dość pracowicie, malując różne sprzęty, które już długo czekały na swój czas. Dlatego, teraz leniuchując, nie mam poczucia grzechu:)
  Dziecko nasze najmłodsze od trzech dni przebywa z harcerzami  we Wrocławiu. Pogoda na zwiedzanie przednia;) Ale bawi się dobrze i to najważniejsze:)
Zazdroszczę jej trochę tego czasu szalonego, bo całkiem dobrze jeszcze pamiętam moje "harcerskie" wyjazdy. Ech...
A ja dziś chciałabym Wam pokazać kolejną misę ceramiczną. Powstała już dość dawno, ale utknęła na wystawie w Czechach na czas dłuższy:)



 Ot, szarość z kroplą błękitu... 


....zwłaszcza tej kropli błękitu życzę Wam na nadchodzący tydzień:)



niedziela, 9 marca 2014

Z poezją w wiosnę...




 Oj,  wiosna chyba idzie, bo nie chce mi się chcieć...:)
Ale też sporo się dzieje i, jak to w życiu, czasem trzeba wybierać.
Ostatnio udało mi się być na kilku fajnych koncertach. W zeszłym tygodniu, w ramach comiesięcznych "Spotkań  z Piosenką Niebanalną" w naszym mieście,  byliśmy z Marcinem na koncercie zespołu "Bez Jacka". Oboje pamiętamy tę grupę jeszcze z lat 90-tych i trochę bałam się tego spotkania po latach. Ale koncert był naprawdę piękny. Leśmian, Herbert, Tuwim, Pawlikowska - Jasnorzewska... Teksty tych poetów śpiewali najczęściej. Z " naciskiem " na Leśmiana:). Do tego świetna oprawa muzyczna. Na szczęście,  tak im zostało:).
 Rzadko słucha się ostatnio poezji. Świat oferuje nam szybki przekaz, najlepiej w formie skrótów, bo szkoda cennego czasu na  rozwinięcie zdania.  A poezji nie usłyszy się w biegu. Cudny koncert, który zostanie we mnie na długo...


W miniony piątek zafundowałam sobie c. d. spotkań z poezją:).  Tym razem był to monodram wwykonaniu krakowskiego aktora Janusza Zbiegiela,  zatytułowany " Brel raz jeszcze".
Piosenki J. Brela przeplatane były fragmentami Jego listów do żony. Nie znam  niestety francuskiego, ale na szczęście piosenki Brela wiele razy słyszałam w  polskich tłumaczeniach, więc tekst mogłam sobie "dośpiewać":) Zwłaszcza, że słuchaliśmy  tych najpopularniejszych: Amsterdam, Piosenka starych kochanków, Nie opuszczaj mnie itd. W wersji oryginalnej  zabrzmiały perfekcyjnie. Miało się wrażenie jakby sam Brel stał na scenie.


A wczoraj spędziliśmy z Marcinem świetny czas na koncercie Anity Lipnickiej i Johna Portera. Śpiewali piosenki z ich dwóch wspólnych płyt. Mam obie, i znam je prawie na pamięć, ale kontakt
" na żywo" jest bezcenny. Głosy Lipnickiej i Portera są absolutnie stworzone dla siebie. I działają na mnie jak balsam na duszę:)
A do tego genialne solówki  Portera na gitarze! Mniam...
Lubię ich osobno: pamiętam świetne występy Portera z Zębatym, a ostatnia solowa płyta Anity Lipnickiej " Vena Amoris" jest zjawiskowa, ale w duecie brzmią dla mnie najlepiej:)
Malując lubię słuchać muzyki, ale to nie może być nic przypadkowego:) Gdy maluję akwarele w tle sączy się najczęściej muzyka z płyt  Sophie Zelmani i właśnie Lipnickiej i Portera:)
Cieszę się, bo na scenie padła deklaracja, że jeszcze zrobią coś razem.
Ilustracją dzisiejszego postu jest mój obraz, który namalowałam jakiś czas temu, ale jakoś nie było czasu pokazać:)  Może czekał właśnie na ten moment? On też jest dość mocno osadzony w poetyckich klimatach:) Takie w każdym razie było moje założenie, gdy go malowałam.
" Krok w nieskończoność" olej na płótnie  70cm  x 70 cm

Pozdrawiam ciepło!



niedziela, 23 lutego 2014

Anioły i książka, którą trzeba przeczytać:)

   Od dłuższego czasu  nie  trafiłam na książkę, która by tak mnie poruszyła, towarzyszyła myślom i sprawiła, że wszystko wokół stało się na jakiś czas mniej ważne.
"Powtórnie narodzony"   Margaret Mazzantini, to książka o miłości, ale nie ckliwy romans, opowieść o ludzkich wyborach, o dobroci, o nienawiści, jaką niesie z sobą wojna, o poszukiwaniu swojego ja w życiu. O tym wszystkim,  co pisze ludzkie życie...
Nic w tej książce nie jest oczywiste. Wydaje się, że już wiemy, gdy nagle następuje zwrot akcji, który zmienia wszystko. Właściwie do ostatnich stron trudno domyślić się zakończenia tej historii. Mądra książka, w której jest  miejsce na szaleństwo uczuć, radość z bycia razem, ale też ból, próby jego oswajania, gorycz, utracone nadzieje. Trafia w najgłębsze pokłady duszy.
Czyta się jednym tchem, przez śmiech i przez łzy... 
Dopełnieniem tej histori, a właściwie  puentą,  jest intrygująca okładka  książki.

Na jej podstawie  powstał również film z Penelope  Cruz w roli głównej. Z pewnością zobaczę, ale mimo wszystko na pierwszy rzut gorąco polecam książkę.
A na dodatek do recenzji,  anioły dwa:
Duży, ok. 50cm anioł  Irenka  






....i drugi, mniejszy  Wanda:)







Pozdrawiam i życzę cudownych chwil z książką!



                                   
Opowiada

sobota, 15 lutego 2014

Domek




Zima przyszła na krótko, z nagła i niespodziewanie i równie niespodziewanie odeszła. Teraz wieje Halny, który wymiecie ostatni płatek śniegu. Te ciągłe zmiany aury sprawiają, że jestem ostatnio jakby obok siebie. Coś tam robię, z kimś się spotykam, rozmawiam, ale wszystko jakby obok....
Mam nadzieję na wiosnę z jej energią , światłem i oczekiwaniem na Nowe...
Wieczory od jakiegoś czasu,  rozświetlają nam okna mojego ceramicznego domku. Trochę trwało zanim powstał. To moja pierwsza w życiu "budowa", więc ściany niekoniecznie trzymają pion, a szprosy w oknach każde inne:), ale jest prawie taki jaki sobie wyobrażałam:) Biały z niebieskim "koronkowym" dachem i małym ptaszkiem, który przysiadł na nim na chwilę...



Wieczorem w oknach zapalają się światła:




I jeszcze kilka łez zimy, która odchodzi:




Pozdrawiam ciepło :)



czwartek, 30 stycznia 2014

Nieważkość

 
  Jakiś czas temu udało mi się wreszcie zobaczyć film Jana Jakuba Kolskiego " Afonia i pszczoły".
Cudowny film, o miłości w różnych konfiguracjach, o wrażliwości na piękno, o poezji w życiu.
Obejrzałam go dwa razy . Dał mi takiego kopa jak podwójne espresso:). Trudno było zasnąć.
Niektóre kadry z tego filmu można by śmiało przenieść na płótno.
Grażyna Błęcka-Kolska w roli Afonii świetna. Kobieta z duszą dziecka :jego wrażliwością i naiwnością. Z ciekawością świata, trwająca w zachwycie nad nim.
 Lubię świat filmów Kolskiego. Świat, który jest trochę jakby obok. Z bajkowym niebem, polem bezkresnym, z morzem żółtego rzepaku, w którym toną główni bohaterowie.
"Życie może stać się piękne nie wiadomo kiedy..."
Polecam:)


Nowy obraz, który chciałabym Wam dziś  pokazać, zatytułowany jest "Nieważkość".
Chciałam by był zanurzony w powietrzu. Taki trochę z granicy jawy i snu...
Trudno się go fotografowało, nie do końca udało mi się pokazać te szczegóły, z których jestem zadowolona. To wina światła, a właściwie jego braku i formatu, dość nietypowego: 60cm x 100cm









"Nieważkość" Olej na płótnie 60cmx100cm


 ..................................................................................................................................................................

 P.s

Rozwiązanie zagadki z poprzedniego posta okazało się dla Was bardzo proste:)
Oczywiście, zdjęcie przedstawia koper w słoju z ogórkami kiszonymi (mojej własnej roboty:)) Proza życia:)
Ale same powiedzcie,  czy nie jest piękny?:):)



:):):) Pozdrawiam ciepło . Za oknem wreszcie biało ( nie wierzę, że to napisałam..... zwłaszcza to:  "wreszcie":))





sobota, 18 stycznia 2014

Malowanie na ubraniach , glinie i....



Mgła za oknem taka, że świata nie widać.  A rano jeszcze piękne słońce i prawie wiosna. Jak w życiu...
Moje malunki na ciuchach też takie trochę jak wyjęte z mgły:) Ale takie chyba lubię najbardziej.


 Nie lubię malować na ubraniach, które do mnie nie należą, bo boję się, że to jest proces nieodwracalny i że zwykle im bardziej się staram tym mniej jestem zadowolona z efektu końcowego.
Oluś, mam nadzieję, że nie zepsułam.


Druga bluzka też malowana dla koleżanki.




 A żeby nie było monotematycznie, to jeszcze odrobina motywu roślinnego w glinie.

Misa w gołębich szarościach z  cieniem liścia:)


Tu podobnie jak w poprzedniej technice przypadek, czasami daje najcudowniejsze efekty:)

Na koniec moje zdjęcie-zagadka:) Co przedstawia?:):)
Odpowiem w kolejnym poście, ale mam nadzieję, że uda się Wam wcześniej odgadnąć:)



 Pozdrawiam w dość melancholijnym nastroju.





sobota, 4 stycznia 2014

Moje pierwsze filcowanie:)


"Czas wolny", ale... biegnie szybciej niż ten "codzienny". Macie też tak?:)
Na szczęście, zwykle  nie jest to czas stracony:)

Mnie w czasie  świątecznej i międzyświątecznej przerwy, poza nadrabianiem zaległości w spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi, udało  się także wykraść  czas  dla siebie:) Właściwie był to cały dzień, który spędziłam  z Iwonką z blogu "Niecodzienny zakątek" . 
Spotkanie przebiegało pod hasłem "nauka filcowania" Tzn. ja się uczyłam, a Iwonka dzieliła się swoim doświadczeniem, wiedzą i materiałami:)
Oczywiście, nie tylko o filcowaniu rozmawiałyśmy, wymieniając nasze doświadczenia w tematach rozlicznych:).  A "wolny czas" po prostu galopował:):)
Ale udało mi się zrobić pierwsze w życiu  filcowe kwiatki-broszki.









 I zakiełkowało kilka nowych pomysłów:) Mam nadzieję, że dla Iwonki nie był to czas stracony, ja w każdym razie wróciłam do domu z poczuciem szczęśliwie spędzonego czasu i z chrypką, od nieustannego gadania:)
Iwonko, dzięki!!!

Przed świętami jeszcze powstało kilka drobiazgów dekupażowych.
Pudełko i ramka w niezapominajki:
..... i chustecznik

 Obawiam się, że filcowanie spodobało mi się na tyle, że pewnie na tych dwóch kwiatkach nie poprzestanę:) A jeszcze niedawno,  mówiłam : filcowania  raczej się nie będę uczyć, bo w końcu ile srok można trzymać za ogon?
Ale jak widać można:) Dam radę:).


Pozdrawiam dziś szczególnie WSZYSTKIE moje blogowe  Koleżanki - Przyjaciółki , dzięki którym wciąż mam w sobie głód poznawania NOWEGO :)