Obserwatorzy

czwartek, 11 grudnia 2014

Jako się rzekło, aniołów c.d.



Siedzę w domu, kaszlę i kaszlę i..  generalnie czuję się niewyjściowo:( 
Myśli gdzieś mi wywiało, więc dziś  dla Was tylko wersja obrazkowa:)
Trzy obiecane anioły, które powstały w minionym tygodniu.
 Pierwszy, anioł w  błękitnej mgiełce:



Kolejny, anioł w fioletach:)




A na koniec, anioł na poprawę nastroju:) Taki trochę  śmieszny-pocieszny:)



W tym roku, to już pewnie ostatnie  uszyte przeze mnie "skrzydlate", ale mam nadzieję, że Nowy Rok przyniesie nowe pomysły, energię i czas,  na powstanie kolejnych:)

Pozdrawiam serdecznie:)


***


sobota, 6 grudnia 2014

Taki czas aniołów....

    

Tak jak wspominałam w poprzednim poście,  w poniedziałek szyłam. Miałam dzień wolny
od pracy (zawodowej, żeby nie było wątpliwości). Dom z rana opustoszał.




Przygotowałam sobie kilka moich ulubionych płyt, których domownicy nie zawsze chcą ze mną słuchać:). Muzyczka się sączyła, a ja wreszcie mogłam sobie trochę pobyć ze sobą.Tak rzadko sobie ostatnio na to pozwalam.Wokół kuszą różne "zagłuszacze"  telewizor, internet ...
Kiedyś w bardzo odległej przeszłości chodziłam sama po górach. Dziś pewnie bym się nie odważyła, ale wtedy to były naprawdę fajne chwile. Czas, by sobie pewne rzeczy poukładać lub zwyczajnie iść przed siebie i nie zaprzątać sobie niczym głowy. Takie moje z sobą wędrowanie:)
Potem urodziły się dzieci, czas zaczął kręcić się wokół ich potrzeb i naszej rodziny. Teraz dzieci już "nie dzieci", a ja mogę się czasem zatrzymać. Ten poniedziałek był właśnie po to:) Żeby była jasność, nie wyobrażam sobie być tylko ze sobą, bo jak mówi piosenka "czasem chce się do człowieka...".
Ale od czasu do czasu taki dzień to balsam dla duszy.:)
 Anioły miałam już wcześniej obmyślone, więc szycie poszło mi dość sprawnie. Na tyle sprawnie,że po uszyciu tych" dla innych", postanowiłam i dla siebie coś uszyć. A że od dawna chodził mi po głowie taki "zimowy" anioł....Ta tam! Mam Go!:)
Będzie wisiał na naszej ścianie,  na zmianę z Tym, w letnich klimatach:)





 Jeszcze trzy czekają do pokazania, ale nie będę Was już dziś katować:) Kolejne niebawem:)
A tymczasem pozdrawiam i życzę, by w tej przedświątecznej gonitwie znaleźć choć maleńką chwilę, na czas tylko ze sobą.  Wtedy zdecydowanie łatwiej wypełnić czas z innymi...





 
                                                                               ***


niedziela, 30 listopada 2014

Adwent


Zdążyłam:). Pali się już u nas pierwsza adwentowa świeca. Tym razem nie zrobiłam klasycznego wianka adwentowego.  klasyczny był w minionym roku do zobaczenia tutaj
Taka "uproszczona" wersja.  Ale rodzina zaakceptowała:)
.
 Inne moje realizacje adwentowe tutaj i tu :) To gdyby ktoś potrzebował inspiracji:)

Trudno  uwierzyć, że to już adwent, bo na parapecie za oknem nadal kwitną moje pelargonie. Cóż przyjdzie przywyknąć do takich zim:)

Fajny był ten weekend, bo syn-student przyjechał po miesiącu nieobecności. Gadaliśmy, śmialiśmy się i gotowaliśmy, głównie na zapas, by mógł  ze sobą zabrać wałówkę.
Ponieważ nie je mięsa musiałam się trochę nagłowić, ale dałam radę. Powstał m.in. pasztet z pieczarek, który lubią nie tylko jarosze.

 Może nie wygląda specjalnie apetycznie, jak to pasztet:), ale za to smakuje cudnie!:)
Podaję przepis, gdyby ktoś dał się skusić:

1kg pieczarek
2 cebule
4 bułki kajzerki
4 jajka
Pieczarki i cebulę pokroić i podsmażyć na oleju. Jak odparuje sok, zmielić. Bułki namoczyć w mleku lub warzywnym bulionie.
Odcisnąć i zmielić. Dodać przyprawy wg. uznania. Ja dodaję majeranek, pieprz, sól. Dodać jajka, wszystko razem wyrobić na gładką masę. Włożyć do dwóch małych foremek silikonowych, posypać z wierzchu słonecznikiem i piec ok. 40 minut , termoobieg, 180 stopni.
Można jeść na ciepło z sosem, ale my lubimy najbardziej na zimno z dodatkiem pieczywa, najlepiej też własnego wypieku:)

Smacznego! Polecam:)

A ja ostatnio szyję. I to nawet z przyjemnością. Taka faza:)
Jutro sobie zaplanowałam "dzień z maszyną":) Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jeżeli coś, to pokarzę:)
A na razie pozdrawiam i do następnego !:)




czwartek, 13 listopada 2014

Malowanie akwarelą i... trochę słodyczy:)

  

Długi weekend był na tyle długi, że udało mi się trochę czasu spędzić z akwarelą. Wszyscy domownicy byli poza domem: Maja z harcerzami uczestniczyła w obchodach z okazji 11-tego listopada, chłopaki spędzali czas pod Wawelem;), Pan Mąż sadził drzewa, a ja...miałam święty spokój:)
Rzadko sie zdarza w 5-cio osobowej rodzinie:)

A święty spokój, jak nic jest potrzebny do malowania:)
Mnie w każdym razie, bardzo:)
Koniecznie musi się sączyć muzyka: Sophie Zelmani, Carla Bruni ewentualnie Cohen, który jest dobry na wszystko:)

Czas mija wtedy jakby obok mnie. I stanowczo robi to zbyt szybko:)
Towarzystwo zaczyna się schodzić, co chwila ktoś mnie o coś pyta, czajnik huczy, lodówka otwiera się z częstotliwością trzepotu skrzydeł kolibra, trzaskają drzwi, włącza się telewizor i ....czar pryska!:)


Do następnego razu, gdy pojawi się chwila "świętego spokoju":)
Oczywiście mam świadomość,że takie chwile dlatego są piękne, bo rzadkie:) I niech tak zostanie.
Czego i Wam życzę:)
A na osłodę dla mojego osobistego Marcina były rurki z kremem i coś jeszcze...:)
 Rurki robię z ciasta drożdżowo-półkruchego. Do tego masa budyniowa, bardzo puszysta:)
To ulubione ciastka Mojego M.:) Robione na specjalne życzenie dla solenizanta:)

 W tle ciasto "Królewicz" ( zawsze zachodzę w głowę skąd ta dość idiotyczna nazwa?), ale ciasto pycha!

Galaretkowy deser z owocami:)
Dla gościa niejedzącego glutenu i nabiału:

***

niedziela, 2 listopada 2014

Malowane sukienki.....dawno nie było:) i coś słodkego "na ząb"



Dawno już nie malowałam na sukienkach. Ale jak zaczęłam, to znowu mnie wciągnęło:):). Zamiast jednej machnęłam dwie i jeszcze dwie czekają w kolejce:)

Z tym malowaniem, trochę jak z akwarelą. Efekt końcowy jest dość przypadkowy, zależy od wielu czynników. Czasami kończę i jest dobrze, a czasami.....nie:):)



 Obfociłam na balkonie, bo jeszcze tylko tu wystarczająca ilość światła. A i tak  chyba,  w rzeczywistości,  sukienki wyglądają lepiej:)
Ta roślinka pojawia się dość często w moich pracach. W fotografii, glinie akwareli.... Lubię bardzo ten motyw i jakoś mi się nie nudzi:) Dlatego ta sukienka jest dla mnie:)
Pn mąż zobaczył i skwitował;
Znowu to ziele?
No i to by było na tyle.


Między jedną,  a drugą sukienką w tzw. międzyczasie upiekłam "malinową chmurkę":)
To tak, by  całkiem nie odlecieć:).

Ot, jesienny wieczór... nie do końca zmarnowany:)

A przepis na ciasto dość prosty, kto jeszcze nie zna, proszę się częstować:

ciasto kruche:

4 żółtka
20g. cukru pudru
pół żyłeczki proszku do pieczenia
150g masła lub margaryny
200g mąki tortowej

Ciasto zagnieść i włożyć na godzinę do lodówki.
Wyłożyć na blachę , ponownie schłodzić 30min, nakłuć widelcem i upiec do zrumienienia( ok.15min 180 stopni termoobieg.

Pół kilograma malin 
3 malinowe galaretki rozpuszczone w 3 szklankach gorącej wody.

Tężejącą galaretkę wymieszaną z malinami wyłożyć na przestudzone ciasto. Włożyć do lodówki.

500ml śmietany kremówki ubić z 4 łyżkami cukru.
Rozpuścić 1 łyżeczkę żylatyny w bardzo małej ilości gorącej wody. Po przestudzeniu dodać do ubitej śmietany. Wyłożyć na galaretkę.


Beza z płatkami migdałów


5 białek ubić z 200 g cukru pudru.
dodać 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej.
wyłożyć na pergamin Posypać obficie płatkami migdałów. Piec w temp. 140 stopni termoobieg ok. 45 min.
wystudzić wyłożyć na bitą śmietanę.

Uf !

GOTOWE!!!!

Smacznego:)


***